|
|
środa, 04 kwietnia 2007
Ortografia Gazety Wyborczej:
"Pomnik Piłsudskiego stanie na Kwadracie
 Dariusz Barański 2007-04-03, ostatnia aktualizacja 2007-04-03 20:24:17.0
Monument
Marszałka stanie na Kwadracie, czyli placu Nieznanego Żołnieża, bo taką
oficjalną nazwę nosi najsłynniejszy plac w mieście. Taką lokalizację
wskazał prezydent Gorzowa.
Józef Piłsudski - naczelnik państwa, marszałek i twórca niepodległej
Rzeczypospolitej, ma mieć swoj pomnik w Gorzowie już w przyszłym roku.
Obchodzić będziemy bowiem 90. rocznicę odzyskania niepodległości. - Dla
mnie i dla środowiska, w którym ja funkcjonuję, ojcem tej
niepodległości jest właśnie Piłsudski - mówi Jerzy Ostrouch, były
wojewoda i przedsiębiorca, dzialający w społecznym komitecie. Te
środowiska popierające ideę budowy pomnika to ludzie wywodzący się i
skupieni głównie wokół gorzowskiej "Solidarności": związkowcy,
przedsiębiorcy, działacze stowarzyszeń kresowych i sybiracy. Pomnik ma
być imponujący, podobnie jak zasługi marszałka dla niepodległości.
Choć, jak zastrzegają inicjatorzy przedsięwzięcia, wcale nie chodzi o
gigantomanię. Pomnik będzie więc tak zaprojektowany, aby utrzymać
właściwe proporcje z otoczeniem. Pierwotnie myślano o postawieniu
monumentalnej rzeźby marszałka na koniu na rondzie Piłsudskiego. Ta
lokalizacja jednak odpadła, gdyż na rondzie, wokół którego jeżdżą auta,
nie można by organizować uroczystości ani nawet zrobić pamiątkowego
zdjęcia. Jeździec na koniu wzorowany miał być na pomniku Jana
Zamoyskiego w Zamościu. - Kwadrat to lokalizacja, która nam bardzo
odpowiada, choć wskazywaliśmy kilka możliwości np. park Górczyński.
Natomiast za Kwadratem przemawia to, że jest w środmieściu, blisko jest
wiele szkół, niedaleko jest do katedry. Można zaadaptować to miejsce
pod różne uroczystości - mówi Jarosław Porwich, przewodniczący Zarządu
Regionu "S". Pierwszą uroczystością będzie odsłonięcie pomnika 11
listopada 2008 r. - Już zwróciliśmy się do wojewody, aby zaplanował
przyszłoroczne obchody Święta Niepodległości nie w Zielonej Górze, ani
w innym mieście, ale właśnie w Gorzowie - mówi Porwich. Problem w tym,
że na Kwadracie stoi już jeden pomnik. Jest poświęcony II Armii Wojska
Polskiego. - Kombatanci nie powinni się sprzeciwiać. Podobny pomnik
mają przecież na pl. Grunwaldzkim - mówi Porwich. Czy na Kwadracie będą
więc stały oba pomniki? - No, niekoniecznie. - dodaje szef gorzowskiej
"S". Nie ukrywa, że chciałby, aby pomnik marszałka, oczywiście na
koniu, był odpowiednio wyeksponowany. Pomnik ma kosztować ok. 300 tys.
zł, złożą się na niego fundatorzy, a także gorzowianie, którzy wykupią
cegiełki.
Dariusz Barański"
http://miasta.gazeta.pl/gorzow/1,35211,4036518.html
wtorek, 03 kwietnia 2007
Szpital
Budzik w komórce ustawiłem na czwartą, rano. Spać zeszłej
nocy zresztą nie bardzo mogłem, jak zwykle po dwóch dawkach kofeiny, aspiryny i
efedryny, więc kiedy ostatni raz spojrzałem na zegarek, było jakoś po pierwszej.
Po ECA wstaje się jednak zupełnie rześkim, zwłaszcza, że zaraz walnąłem sobie następną
porcję.
W szpitalu byliśmy jakieś
piętnaście po piątej. Jak zwykle czysto, wokół mili ludzie, technika i żadnych „szpitalnych”
zapachów i „nastrojów”. Wciąż jeszcze, choć kręcę się po stanach już dwa lata,
daję się zaskakiwać uprzejmością uśmiechniętych tubylców. I to niezależnie od tego,
czy jest to sklep w downtown Chicago, czy szpital na peryferiach Wisconsin,
sprzedawca, lekarz, facet ze stacji benzynowej albo po prostu przechodzień na
ulicy.
A zatem – przygotowania do
zabiegu zaczęły się punktualnie o 5.30 i potrwały równo dwie godziny. W tym
czasie Floyd wylądował na łóżku, zrobiono mu wszystkie niezbędne badania, zanalizowano
krew i przeprowadzono dokładny wywiad. Na koniec pacjent podpisał stosowny
dokument wyrażając tym samym zgodę na zabieg, i w końcu powędrował na salę operacyjną,
gdzie czekał już chirurg, anestezjolog i komplet pomocników. Zabieg trwał dwie godziny,
zakończył się pomyślnie, a pacjenta przewieziono do pokoju na dobę obserwacji.
Pokój oczywiście, jak wszystkie
w tym szpitalu pojedynczy, z ubikacją, prysznicem, telewizorem i pilotem, którym
można sterować łóżkiem, wezwać pielęgniarkę, albo zmienić kanał TV. No jednym słowem
cała akcja skończyła się przed południem.
Zostawiłem Floyda w szpitalu
i pojechałem do domu.
poniedziałek, 02 kwietnia 2007
Z których druga, napuszona jakaś.
Pisanie na żywo? No,
trudne… A to mianowicie z powodu, że praktyka dawno zaniechana. Przecież
jednak: mamy niedzielę, pierwszy dzień kwietnia, jutro full moon! Jak nie
wykorzystać tak sprzyjających okoliczności zewnętrznych, by zacząć coś nowego
wewnętrznie od nowa?
Przygotowania zresztą
rozpoczęte – rano o ósmej
pierwsze ECA, grapefruits’ juice, w południe
oatmeal with banana, o drugiej drugie ECA, że o jabłku nie wspomnę, i teraz
tylko czekam, by dać Floydowi kolację i na bieżnię do basementu…
A zresztą zaraz się
zważę. No jasne, 94,6 kg
– prawie dziesięć kilo w trzy miesiące! To się nie godzi. I z tym w związku:
zrzucam.
Zrzucanie i pisanie na
kwiecień zatem zaplanowane.
Tyle może na początek, a
teraz… Samemu sobie historyjki opowiadać.
No to tak – normalnie
nigdy za kołnierz nie wylewam. Zresztą, kto tak naprawdę wylewa? Powiedzonko
tylko takie między ludźmi wędruje, że niby bywają, co wylewają, ale kto ich tam
kiedy widział? Owszem, czasem może ktoś i nie da rady wszystkiego do późnego
choćby wieczora zmęczyć, ale to i wtedy przecież nie wylewać będzie, ale do
śniadania zostawi.
Tak w kraju, przecież i
tu jednak nie inaczej było. Zaraz po wylądowaniu, choć mi jeszcze opuchlizna z
wódki pożegnalnej nie zeszła, nową warstwę powitalną dołożyłem. A potem Wojtek
kontraktor… To osobna historia być musi, hm.
Tymczasem, bo oto Floyd
twierdzi, że nigdy w życiu wódki nawet nie próbował, a w lutym tego roku
osiemdziesiąt lat skończył. Amerykanin, choć korzenie u niego niemieckie, co
tym bardziej w sprawie wódki, sznapsa czyli, zadziwiło mnie, gdym usłyszał. Ani
wódki, ani piwa, wino jedynie, a i to mszalne przy komunii co dwa tygodnie
naparsteczek, bo luterańskiego wyznania protestant.
No i Floyd ten właśnie
jutro ma zabieg w sprawie prostaty, a poza tym od dziesięciu lat na wózku
jeździ po wylewie, udarze, stroke czyli.
Aha, nie pił i nie palił
nigdy, a w kościele co tydzień, przy czym i w chórze śpiewał takoż. Aha.
No, to idę pobiegać.
piątek, 30 marca 2007
Historyjki sobie opowiadane, z których pierwsza.
Przedostatni dzień marca, piątek, 2007 roku to tylko kolejny dzień świstaka, bez żadnego konkretnego powodu, by zaczynać pisanie bloga. Ponieważ jednak wciąż do normalnego pisania niechęć leniwa, a sumienie gryzie, zamiar powstał, by je oszukać i tu historyjki opowiadać. Że to wprawka, czyli trening albo tekst próbny, a to też, że po nim już do pisania zawodowego powrót niechybnie skuteczniejszym będzie. No i to tak, w stylu durnym czyli, ale napisane zostało, przez co aniumsz, a to i zadowolenie z pracy wykonanej wyraźne.
|